Piłka Nożna Sport24.pl » Piłka Nożna » Aktualności
Przed nami wybór selekcjonera drużyny narodowej
2009/11/08 21:21

Przed nami wybór selekcjonera drużyny narodowej na trzy najważniejsze w historii polskiej piłki lata – wybór selekcjonera, który poprowadzi reprezentację na EURO 2012.
Z wyborem trenerów kadry było w ostatnim dwudziestoleciu różnie – wybierali już prezesi PZPN, politycy, sponsorzy, a nawet kibice w konkursie audiotele.
4 czerwca 1989 roku odbyły się w Polsce pierwsze wolne wybory. Kilka tygodni później nowym selekcjonerem ogłoszono Andrzeja Strejlaua. Jako jedyny w ciągu minionych 20 lat wytrzymał na gorącym krześle ponad cztery lata.
Kandydaturę Strejlaua zaakceptowały władze PZPN, a ówczesny prezes Jerzy Domański spotkania z kandydatami odbywał w redakcji „Sztandaru Młodych”, którego był redaktorem naczelnym. Andrzej Strejlau wygrał w głosowaniu zarządu w stosunku 6:5 z wydawało się pewnym zwycięstwa Leszkiem Jezierskim.
Era Strejlaua kojarzy się jednak z pasmem porażek – reprezentacja nie zdołała awansować na żadną wielką imprezę. Już wtedy pozycja selekcjonera wydawała się na tyle pechowa, że Lesław Ćmikiewicz, który miał poprowadzić kadrę do końca eliminacji mundialu ’94, dwukrotnie prosił o przyjęcie dymisji. Mimo, że prowadził zespół w zaledwie trzech spotkaniach.
Naturalnym następcą Ćmikiewicza wydawał się Janusz Wójcik, który na igrzyskach w Barcelonie zdobył srebrny medal. Jednak PZPN wybrał Henryka Apostela. Była to chyba najbardziej skomplikowana elekcja w historii: każdy z członków Rady Trenerów przedstawił po trzech kandydatów. W ostatecznej rozgrywce Apostel wygrał z Władysławem Stachurskim i Januszem Wójcikiem.
Henryk Apostel pożegnał się z kadrą po przegranych eliminacjach EURO ’96. Z nominacji Mariana Dziurowicza zastąpił go Władysław Stachurski, który wytrzymał na stanowisku zaledwie cztery mecze towarzyskie – żadnego nie wygrał i podał się do dymisji.
Po dziesięciu latach kadrę ponownie objął Antonii Piechniczek. Nominacja była traktowana dwojako. Jedni tłumaczyli ją chęcią przejścia do historii jako trener, który trzykrotnie wprowadził kadrę na mistrzostwa świata. Inni widzieli w niej akt poświęcenia Piechniczka względem PZPN, bo wiadomo było, że z ówczesną grupa piłkarzy na mundial do Francji nie pojedziemy.
W eliminacjach reprezentacja pokonała tylko Mołdawię i kolejna zmiana trenera była nieunikniona. Posady selekcjonera doczekał się w końcu Janusz Wójcik, wybrany przy cichym poparciu prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. W konkursie audiotele wyraźnie poparli go również kibice.
Nowy selekcjoner był pierwszym prawdziwym karierowiczem. Zdawał sobie sprawę, że na reprezentacji można przede wszystkim dobrze zarobić. Do nowego prezesa PZPN – Michała Listkiewicza – zwykł mówić „Kasa, Misiu, kasa” – domagając się większych apanaży.
Podsumowaniem jego kadencji może być mecz na Wembley, kiedy wystawił w składzie siedmiu obrońców. Zapamiętano jego prostackie zachowanie i bidon z wódką, z którego przypadkiem skorzystał jeden piłkarzy, nie wiedząc, że należy on do trenera.
Kolejny selekcjoner to pomysł Michała Listkiewicza i Zbigniewa Bońka. To oni przeforsowali kandydaturę Jerzego Engela, który zawsze był otwarty na świat i pieniądze. Kreował swój wizerunek jako „dobrego ojca” dla piłkarzy. To za jego czasów po raz pierwszy na koszulkach treningowych pojawiło się logo sponsora. Duże pieniądze z reklam zgubiły zespół i trenera. Pamiętamy słynną kłótnię o szklanki Coca – Coli, na których zarobił PZPN, a nie piłkarze.
Jerzy Engel jako pierwszy selekcjoner potrafił spieniężyć swoją popularność. Ale po klapie na mundialu w Korei nie dostał już kolejnej szansy.
Po Engelu reprezentację przejął Zbigniew Boniek. Tak naprawdę do dziś nie wiadomo dlaczego. Według teorii spiskowych, Listkiewicz mianował go selekcjonerem, gdyż bał się konkurencji „Zibiego” w ubieganiu się o fotel prezesa PZPN. Boniek prowadził reprezentację w pięciu meczach z mizernym skutkiem. Dymisję złożył podobno esemesem przysłanym z Malediwów.
Pod koniec 2002 roku konieczny był wybór nowego selekcjonera. Największe zaufanie PZPN-u wzbudził Paweł Janas. Nie zdołał „naprawić” eliminacji do EURO ’04, ale w dobrym stylu awansował na mundial 2006.
Tuż przed mistrzostwami dobrą atmosferę w zespole zburzyły nominacje. Podobnie jak Engel, Janas pominął kilku kluczowych piłkarzy, co rozbiło grupę.
Janas przegrał mundial, ale do dymisji się nie podał. Zwolnił go przy poparciu mediów Listkiewicz. Były prezes PZPN przyznał niedawno, że zwalniając Janasa uległ naciskom ówczesnego ministra sportu Tomasza Lipca. Minister dał do zrozumienia, że jeżeli PZPN chce mieć spokój, to trzeba zmienić trenera.
Pod presją opinii publicznej i mediów, w lecie 2006 zatrudniono Leo Beenhakkera. Holender otrzymał w Polsce bardzo wysokie uposażenie – ponad 700 tysięcy euro. Część zobowiązań wzięła na siebie Kompania Piwowarska produkująca piwo Tyskie.
– Chcemy, by tak jak nasze piwo jest cenione za granicą, tak i nasza reprezentacja stała się dobrem eksportowym, dlatego pomogliśmy PZPN w zatrudnieniu tak znanego szkoleniowca – tłumaczył wiceprezes Kompanii Bogusław Biszkof.
Przy podpisywaniu nowej umowy, jeszcze przed zapewnieniem sobie awansu na EURO 2008, Beenhakker otrzymał kolejną podwyżkę. Leo był ulubieńcem kibiców, cieszył się uznaniem prezydenta i premiera. Jednak od przegranych mistrzostw Europy kadra staczała się w dół.
Teraz czas na nowego szkoleniowca. Kto nim będzie? Prezes PZPN Grzegorz Lato skłania się do kandydata Polaka. Czy władze związku posłuchają głosu kibiców i wybiorą Franciszka Smudę? Przekonamy się wkrótce.
Bartek Fabiański
4 czerwca 1989 roku odbyły się w Polsce pierwsze wolne wybory. Kilka tygodni później nowym selekcjonerem ogłoszono Andrzeja Strejlaua. Jako jedyny w ciągu minionych 20 lat wytrzymał na gorącym krześle ponad cztery lata.
Kandydaturę Strejlaua zaakceptowały władze PZPN, a ówczesny prezes Jerzy Domański spotkania z kandydatami odbywał w redakcji „Sztandaru Młodych”, którego był redaktorem naczelnym. Andrzej Strejlau wygrał w głosowaniu zarządu w stosunku 6:5 z wydawało się pewnym zwycięstwa Leszkiem Jezierskim.
Era Strejlaua kojarzy się jednak z pasmem porażek – reprezentacja nie zdołała awansować na żadną wielką imprezę. Już wtedy pozycja selekcjonera wydawała się na tyle pechowa, że Lesław Ćmikiewicz, który miał poprowadzić kadrę do końca eliminacji mundialu ’94, dwukrotnie prosił o przyjęcie dymisji. Mimo, że prowadził zespół w zaledwie trzech spotkaniach.
Naturalnym następcą Ćmikiewicza wydawał się Janusz Wójcik, który na igrzyskach w Barcelonie zdobył srebrny medal. Jednak PZPN wybrał Henryka Apostela. Była to chyba najbardziej skomplikowana elekcja w historii: każdy z członków Rady Trenerów przedstawił po trzech kandydatów. W ostatecznej rozgrywce Apostel wygrał z Władysławem Stachurskim i Januszem Wójcikiem.
Henryk Apostel pożegnał się z kadrą po przegranych eliminacjach EURO ’96. Z nominacji Mariana Dziurowicza zastąpił go Władysław Stachurski, który wytrzymał na stanowisku zaledwie cztery mecze towarzyskie – żadnego nie wygrał i podał się do dymisji.
Po dziesięciu latach kadrę ponownie objął Antonii Piechniczek. Nominacja była traktowana dwojako. Jedni tłumaczyli ją chęcią przejścia do historii jako trener, który trzykrotnie wprowadził kadrę na mistrzostwa świata. Inni widzieli w niej akt poświęcenia Piechniczka względem PZPN, bo wiadomo było, że z ówczesną grupa piłkarzy na mundial do Francji nie pojedziemy.
W eliminacjach reprezentacja pokonała tylko Mołdawię i kolejna zmiana trenera była nieunikniona. Posady selekcjonera doczekał się w końcu Janusz Wójcik, wybrany przy cichym poparciu prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. W konkursie audiotele wyraźnie poparli go również kibice.
Nowy selekcjoner był pierwszym prawdziwym karierowiczem. Zdawał sobie sprawę, że na reprezentacji można przede wszystkim dobrze zarobić. Do nowego prezesa PZPN – Michała Listkiewicza – zwykł mówić „Kasa, Misiu, kasa” – domagając się większych apanaży.
Podsumowaniem jego kadencji może być mecz na Wembley, kiedy wystawił w składzie siedmiu obrońców. Zapamiętano jego prostackie zachowanie i bidon z wódką, z którego przypadkiem skorzystał jeden piłkarzy, nie wiedząc, że należy on do trenera.
Kolejny selekcjoner to pomysł Michała Listkiewicza i Zbigniewa Bońka. To oni przeforsowali kandydaturę Jerzego Engela, który zawsze był otwarty na świat i pieniądze. Kreował swój wizerunek jako „dobrego ojca” dla piłkarzy. To za jego czasów po raz pierwszy na koszulkach treningowych pojawiło się logo sponsora. Duże pieniądze z reklam zgubiły zespół i trenera. Pamiętamy słynną kłótnię o szklanki Coca – Coli, na których zarobił PZPN, a nie piłkarze.
Jerzy Engel jako pierwszy selekcjoner potrafił spieniężyć swoją popularność. Ale po klapie na mundialu w Korei nie dostał już kolejnej szansy.
Po Engelu reprezentację przejął Zbigniew Boniek. Tak naprawdę do dziś nie wiadomo dlaczego. Według teorii spiskowych, Listkiewicz mianował go selekcjonerem, gdyż bał się konkurencji „Zibiego” w ubieganiu się o fotel prezesa PZPN. Boniek prowadził reprezentację w pięciu meczach z mizernym skutkiem. Dymisję złożył podobno esemesem przysłanym z Malediwów.
Pod koniec 2002 roku konieczny był wybór nowego selekcjonera. Największe zaufanie PZPN-u wzbudził Paweł Janas. Nie zdołał „naprawić” eliminacji do EURO ’04, ale w dobrym stylu awansował na mundial 2006.
Tuż przed mistrzostwami dobrą atmosferę w zespole zburzyły nominacje. Podobnie jak Engel, Janas pominął kilku kluczowych piłkarzy, co rozbiło grupę.
Janas przegrał mundial, ale do dymisji się nie podał. Zwolnił go przy poparciu mediów Listkiewicz. Były prezes PZPN przyznał niedawno, że zwalniając Janasa uległ naciskom ówczesnego ministra sportu Tomasza Lipca. Minister dał do zrozumienia, że jeżeli PZPN chce mieć spokój, to trzeba zmienić trenera.
Pod presją opinii publicznej i mediów, w lecie 2006 zatrudniono Leo Beenhakkera. Holender otrzymał w Polsce bardzo wysokie uposażenie – ponad 700 tysięcy euro. Część zobowiązań wzięła na siebie Kompania Piwowarska produkująca piwo Tyskie.
– Chcemy, by tak jak nasze piwo jest cenione za granicą, tak i nasza reprezentacja stała się dobrem eksportowym, dlatego pomogliśmy PZPN w zatrudnieniu tak znanego szkoleniowca – tłumaczył wiceprezes Kompanii Bogusław Biszkof.
Przy podpisywaniu nowej umowy, jeszcze przed zapewnieniem sobie awansu na EURO 2008, Beenhakker otrzymał kolejną podwyżkę. Leo był ulubieńcem kibiców, cieszył się uznaniem prezydenta i premiera. Jednak od przegranych mistrzostw Europy kadra staczała się w dół.
Teraz czas na nowego szkoleniowca. Kto nim będzie? Prezes PZPN Grzegorz Lato skłania się do kandydata Polaka. Czy władze związku posłuchają głosu kibiców i wybiorą Franciszka Smudę? Przekonamy się wkrótce.
Bartek Fabiański
Źródło: Sport24.pl
Wyświetleń: 1757
Aktualna ocena:
5
kliknij aby ocenić
POWIĄZANE ARTYKUŁY
NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY
Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy, Twój może być pierwszy.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ










Blipnij








