Piłka Nożna Sport24.pl » Piłka Nożna » Aktualności
A A A Drukuj Kanały RSS

Felieton - "Piłkarski Pan Tadeusz"

2009/12/16 22:43
Felieton - "Piłkarski Pan Tadeusz"
Felieton
SPORT24.PL

Kolejny tydzień odszedł w piłkarski niebyt. Upłynął on pod hasłem walki o Ligę Mistrzów oraz zajadłej batalii o ligowe punkty w poszczególnych ligach europejskich. Co poniektórych działaczy, trenerów, kibiców et consortes mógł przyprawić jeśli nie o zawał, to co najmniej o przyspieszone bicie serca.

Dotyczy to zwłaszcza tifosich ”Starej Damy” z Turynu oraz adherentów Bayernu Monachium. Ustawiony pod gilotyną holenderski szkoleniowiec Louis van Gaal miał  pokornie czekać, aż Uli Hoeness, prezes Bawarczyków, wprawi mechanizm w ruch  i głowa szkoleniowca zostanie strącona.  Tego chciała niemiecka prasa i zwykły tłum wołający: panem et circensem. Tymczasem były trener Ajaxu i Barcelony dokonał piłkarskiego bletzkriegu i otworzył kluczem bramy stolicy Piemontu, pokonując na Stadio delle Alpi  gospodarzy 4:1, a następnie w spotkaniu ligowym drużynę Bochum 5:!. W ten oto sposób powrócił na piłkarskie salony udowadniając, iż plotki o jego śmierci były mocno przesadzone i z drużyną Bayernu wciąż pozostaje w grze o Ligę Mistrzów oraz mistrzostwo Bundesligi.

Miecz Damoklesa zawisł z kolei nad vis-a-vis van Gaala z potyczki w Turynie, szkoleniowcem Juventusu Ciro Ferrarą. Legenda klubu, z którym jako piłkarz pięciokrotnie zdobywał Scudetto i wygrywał Ligę Mistrzów już wkrótce może się przekonać, jak niewdzięczna jest posada trenera. Po wygranej w derbach Italii z Interem 2:1 wydawało się, że klub wraca do stanu względnej  równowagi. Tymczasem odpadnięcie z Ligi Mistrzów oraz ligowa porażka w Bari stawiają szkoleniowca Starej Damy w pozycji petenta, który musi liczyć na pobłażanie ze strony swych przełożonych.

Na czarną polewkę oczekuje menadżer The Reds, Rafa Benitez. Gra Liverpoolu pod jego batutą, miast nawiązywać do klasycznego brzmienia Haydna, Mozarta czy Beethovena, przypomina raczej występy podwórkowych kapel disco-polo. Bramy Ligi Mistrzów zatrzasnęły się z hukiem i pozostała walka o puchar pocieszenia, czyli występy w Lidze Europejskiej.. W niedzielę zaś podopieczni hiszpańskiego szkoleniowca ulegli na Anfield Road Arsenałowi Londyn 1:2 i walka o mistrzostwo pozostaje jedynie w sferze pięknych miraży kibiców z miasta Beatlesów. Już wkrótce Benitez usłyszy zapewne: hasta nunca.  

W ramach ekskursu od głównego mainstreamu wypada zauważyć bramkę strzeloną przez Marcina Żewłakowa w elitarnych rozgrywkach piłkarskiego Wersalu, gdzie udział polskiej drużyny pozostaje na równi z marzeniem o szklanych domach  z „ Przedwiośnia” Stefana Żeromskiego. Bramka  Polaka  na Stamford Bridge to kwiatek do kożucha w rozgrywce wielkich mocarstw, jednakże zarazem pierwsze trafienie naszego reprezentanta od bramki Marka Saganowskiego w barwach Aalborga z października 2008 roku w meczu z Villarreal. Chapeau bas…

Na zachodzie bez zmian, tak samo w naszym futbolowym światku. Wisła wciąż liderem i tak pozostanie co najmniej do marca. W pojedynku Skorża - Smuda górą ten pierwszy, jednakże obyło się bez nokautu. Kolejny raz błysnął klasą Marcelo, który jest najlepszym obrońcą polskiej Ekstraklasy i najlepszym, a nawet jedynym udanym transferem Jacka Bednarza. Niestety, jaki jest poziom naszej ligi każdy widzi, a znane powiedzenie mówi, iż pomiędzy ślepymi jednooki jest królem. Le roi est mort, vive le roi! W tym miejscu należy wspomnieć o bramce Tomasza Dawidowskiego, zapewniającej zwycięstwo Lechii Gdańsk w pojedynku z Cracovią. Był to pierwszy gol tego piłkarza od 29 października 2003 roku., kiedy to w barwach Amiki Wronki pokonał bramkarza GKS-u Katowice. Z wronieckiego klubu trafił do Wisły Kraków, gdzie większość czasu spędził w gabinetach lekarskich. Pechowemu piłkarzowi życzymy dużo zdrowia i wielu bramek!

Stefan Majewski niezłym piłkarzem był. Trenerem trochę gorszym. I ciszej nad tą trumną. Jednakże ktoś co chwila otwiera wieko, a stamtąd wylatują synekury i plotki o zarobkach popularnego doktora. Z teleologicznego punktu widzenia - jaka jest istota funkcjonowania kadry U-23? Oczywiście chodzi o dobro polskiej piłki i możliwość rozwoju polskich piłkarzy. I troska o polskich trenerów-rentierów. Wszak to z ruchu włoskich kombatantów, niezadowolonych z warunków bytowych, narodził się faszyzm. Tak więc kierownictwo PZPN dusi w zarodku wszelkie nacjonalizmy, a byłym selekcjonerom zapewnia uczciwą pracę. Aby Polska rosła w siłę, a Polacy się bogacili. Co do kwestii związanych z buchalterią – Norberto Bobbio, włoski filozof mawiał, iż należy się uczciwa płaca za uczciwą pracę. Dlatego też chyba niewielu zdziwiła informacja o 250 tysiącach złotych przelanych na konto pana Stefana. Zapracował, to mu się należy. A Polak jak zwykle zawistny. Eh, ta nasza małostkowość…

PZPN, PZPN, niech nam żyje PZPN. Najbliższy zjazd 20 grudnia, a w kuluarach mówi się o koteriach tworzących się na dworze Grzegorza I. I że niby to chcą dokonać przewrotu pałacowego i obalić miłościwie nam panującego Prezesa. Jakże to tak? Oburzy się każdy prawowity obywatel. Utrącić z piedestału tak zacną i szacowną personę? Zachowując przez moment powagę - cieszymy się ogromnie z zapowiadanej rewolucji. Szkoda tylko, że dokonać ma się rękami osobnika pokroju Napoleona. z kart książki Orwella. Nomina sunt odiosa.

Artur Boruc znów w piłkarskim rozkroku. Dosłownie i w przenośni. Polski bramkarz powrócił do podstawowego składu Celtiku  i po raz kolejny zachował się niczym domorosły bramkarzyk. Piłkarz, który onegdaj czas temu pretendował do miana bramkarza nr 1 w Europie pretenduje obecnie do miana polskiego celebryty, który „odwala” chałturę. I zamiast ukoronować karierę występami w „teatrze marzeń”, dostąpi wątpliwego zaszczytu udziału w „Tańcu z gwiazdami”.

Derby Barcelony się odbyły. FC Barcelona wygrała 1:0 po bramce Ibrahimovica. I tyle można by powiedzieć na  temat tego bardzo przeciętnego widowiska, gdyby nie pewien drobny, aczkolwiek istotny szczegół. W ostatnim czasie po meczu Francji z Irlandią uderzono w patetyczne tony i z emfazą na ustach głoszono hasła, tyczące systemu aksjologicznego w światowym futbolu. Wrogiem publicznym nr 1 został Thierry Henry, którego za zagranie ręką chciano ukamienować, a w najlepszym razie skazać na piłkarski ostracyzm i dożywotnią infamię. Tymczasem jego klubowy kolega, Xavi Hernandez, trzeci piłkarz na świecie wg magazynu „France Football”, w owym ligowym spotkaniu miał być rzekomo faulowany w polu karnym Espanyolu. Sędzia podyktował rzut karny, jak wykazały powtórki niesłusznie, który na bramkę zamienił najlepszy snajper jedenastki z Camp Nou. Skoro tak, to Xaviego należy również potępić w czambuł i przypiąć mu łatkę oszusta. Jego, jak i wielu innych, którzy w każdy ligowy weekend per fas et nefas starają się zapewnić zwycięstwo swoim drużynom.

Tygodnik „Piłka Nożna” rozdał nagrody dla wyróżniających się zawodników, trenerów i drużyn w polskiej piłce. Biorąc pod uwagę kondycję polskiego piłkarstwa, można by określić je mianem piłkarskich „złotych malin”. Najlepszym piłkarzem został Mariusz Lewandowski. Rezerwowy Szachtara Donieck – w naszych warunkach piłkarskie Himalaje! Dlaczego nie wybrano Ireneusza Jelenia? Jak grał to strzelał bramki, a gdy siedział na ławce to tylko z powodu kontuzji.

 W kategorii „Najlepsza drużyna” nagrodę otrzymała piłkarska reprezentacja kobiet. Dlaczego więc nie wręczono jej naszym żużlowcom? Maja tyle wspólnego z naszym futbolem co szacowne panie, niczego nie ujmując płci pięknej. Ale futbol to jednak męska gra.

„Ligowcem roku” wybrano Roberta Lewandowskiego. „Lewy” umiejętności ma spore, musi tylko zrozumieć, że talent to połączenie siły sprawczej ze zdolnością wykonawczą. A gdy tej zdolności zabraknie, przepadnie za granicą jak większość polskich piłkarzy z Radosławem Matusiakiem na czele.

Na miano „pierwszoligowca roku” zasłużył Maciej Tataj. Bez krzty ironii wybór jak najbardziej słuszny. Tataj to jeden z najbardziej niedocenianych piłkarzy, który już od paru sezonów powinien występować w Ekstraklasie!

„Odkryciem roku” uhonorowano Patryka Małeckiego. Patryk to dobry piłkarz, jednakże po podpisaniu nowego kontraktu z Wisłą obrósł lekko w piórka. Przydałoby się trochę zimnego lodu na rozpalone czoło. Piłkarzem zostaje się grając w lidze hiszpańskiej czy angielskiej, u nas się tylko kopie. Mniej gestykulacji, a więcej pracy nad umiejętnościami, które europejskich standardów jeszcze nie spełniają.

Statuetkę dla najlepszego trenera otrzymał Waldemar Fornalik. Przy środkach finansowych, jakimi dysponuje Ruch i uzupełnieniem składu w stosunku do poprzedniego sezonu jedynie w postaci Andrzeja Niedzielna, trzecie miejsce zajmowane przez zespół „Niebieskich” zasługuje na szacunek. Fornalik właściwie poukładał drużynę i wyprzedza w ligowej klasyfikacji drużynę Kolejarza, która dysponuje zdecydowanie lepszym zapleczem piłkarskim i finansowym.

Taki był tydzień…


Autor: Waldemar Baranowski


Źródło: własne
Wyświetleń: 1193
Arboleda zostanie w Poznaniu? Następny »

Bros Dodał/a: Bros
Napisał/a 662 artykułów
Aktualna ocena: 5
kliknij aby ocenić
 
Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy, Twój może być pierwszy.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
Komentuj
Login:
E-mail: (opcjonalnie)
Kod z obrazka:
Oceń:
Polityka prywatności Regulamin Reklama Dołącz do nas Kanały rss Kontakt FAQ
Sport24.pl   2007-2012   Wszelkie prawa zastrzeżone
0.6946 -
Firma w holdingu PMPG