Piłka Nożna Sport24.pl » Piłka Nożna » Aktualności
A A A Drukuj Kanały RSS

Flagelanci, czyli pochwała głupoty polskiego kibica

2010/01/10 21:57
Flagelanci, czyli pochwała głupoty polskiego kibica
Felieton
SPORT24.PL

Święta to odpowiedni czas do refleksji nad eschatologicznym wymiarem ludzkiej egzystencji, zadumy nad motywem przewodnim ziemskiej wędrówki, gdzie według słów Cypriana Kamila Norwida - człowiek jest tylko pielgrzymem. Dla każdego kibica piłki nożnej to także - a może przede wszystkim – podróż sentymentalna do wydarzeń, które miały miejsce w kroczącym przez bramy niebytu Anno Domini 2009.

To co teraz, ha? „Razem tworzymy historię” – tak w oryginale brzmi hasło Euro 2012. Mutatis mutandis do polskiego krajobrazu otrzymaliśmy zgrabny slogan: „Razem tworzymy przyszłość”. Dlaczego tak? Ano nasi szanowni politykierzy kierowani polską racją stanu, doszli do  wiekopomnej konstatacji, iż historia ma w polskich realiach martyrologiczne konotacje. Wybierzmy przyszłość! Hasło kampanii wyborczej Aleksandra Kwaśniewskiego w dalszym ciągu przyjemnie łechce ucho. Brakuje tylko grajków zespołu Top One, którzy wesoło wygrywali  magiczne słowa: „wybierzmy przyszłość oraz styl”. Olek wiecznie żywy. A może „Alek”? Zostawmy te spory członkom IPN-u. „Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, ten nie jest godzien szacunku teraźniejszości, ani nie ma prawa do przyszłości”. Ten cytat Józefa Piłsudskiego to subtelna aluzja do „oczywistej oczywistości”, o wyższości pierwotnej formy, poetycko brzmiącego bon mota Mistrzostw Europy.


Po tych semantycznych sporach powróćmy do meritum sprawy, a więc znajdującego się pomiędzy Scyllą a Charybdą polskiego kibica. Ów, pogrążony w otchłani totalnej beznadziei, idealnie wpisuje się w obraz bohatera tragicznego dramatów Sofoklesa. Stan naszej ligowej piłki- miast do wiedeńskiej victorii Jana III Sobieskiego – nawiązuje do klęsk pod Żółtymi Wodami i Korsuniem z Powstania Chmielnickiego. Anihilacja stała się faktem. Na gruzach futbolowego świata nie widać budowniczego, który przywróci nas do krainy żywych. O słabości polskiej ligi każdy, nawet średnio zorientowany „piknik”, wiedział od dawna. Liczne zmarszczki i inne niedoskonałości skutecznie retuszowały poczynania narodowej kadry, która w XXI wieku dwukrotnie zakwalifikowała się do Mistrzostw Świata oraz wzięła udział w Mistrzostwach Europy. Ostatni rok obnażył wszelkie negatywy systemu, który niczym imperium Związku Radzieckiego runął w posadach. Czy doczekamy się pierestrojki?


Eliminacje Mistrzostw Świata zakończyły się petryfikacją bezideowej beznadziejności i ustawiły naszych zawodowych kopaczy w jednym szeregu z kelnerami, listonoszami i fryzjerami, choć ta ostatnia „profesja” nabrała w polskich realiach nowego znaczenia. Oczy kibiców, zamiast na zielona murawę, zwrócone były na rubrykę kryminalną, gdzie kolorytu nabierała epopeja narodowa pt. „Kolejny zatrzymany w aferze korupcyjnej”. Na politycznej scenie funkcjonują określenia: „mały pałac” i „duży pałac”, a w futbolowym światku pojawił się „mały Fryzjer” i „duży Fryzjer”. Obaj panowie bardzo szybko zdywersyfikowali segment „usług” i daleko wykroczyli poza profesję zwykłego golibrody, mając do pomocy wielu oddanych giermków. Nie była to do końca działalność charytatywna, dlatego też co rusz słychać było o kolejnych zatrzymanych sędziach, piłkarzach i działaczach.  Mimo swoistego katharsis, próżno wyglądać sanacji na widnokręgu futbolowych zmagań. Europejskie puchary jawią się w barwach sklepów za żółtymi firankami, do których polskich drużyn nikt nie zaprasza. Rozgrywki ligowe przypominają ładnie opakowany i podany produkt, który okazuje się zwykłą wydmuszką.  Czapki z głów przed profesjonalnym podejściem stacji Canal plus, która potrafiła, niczym szalony demiurg, stworzyć coś z niczego. Nie zmienia to faktu, iż polska piłka nierządem stoi.


Dlaczego flagelanci? Użyte w tytule słowo ma charakter deskryptywny i modelowo wręcz odmalowuje obraz piłkarskiego fanatyka, który oglądając poczynania futbolowych artystów, niczym słynna sekta biczowników – flagelantów, przejawia inklinacje do masochizmu. W obecnym kształcie pasjonat piłki nożnej jawi się jako osobnik non compos mentis, który w swej fascynacji ociera się o aberrację. Stąd też „Pochwała głupoty”. Przywołanie dzieła Erazma z Rotterdamu stanowi eksplikację proweniencji fascynacji futbolem. Jak twierdził znamienity humanista: „najszczęśliwsze życie to zupełnie nic nie wiedzieć”. Któż by pasjonował się piłką w obecnym kształcie, gdyby mógł przewidzieć tego skutki i znaczenie? Fanatyk przypomina niepoprawnego marzyciela, który naiwnie wierzy, iż  pewnego dnia wszystko odmieni się na lepsze. Taka już nasza dola. Jakkolwiek złudna to nadzieja, ale pozwala przejść suchą stopą przez wezbrane fale wód. I przełamuje nieznośną lekkość bytu, ot co!


Leo Messi Piłkarzem Roku wg FIFA. Mówiąc kolokwialnym językiem, nagroda należała mu się jak psu buda. Mały Wielki człowiek, który o lata świetlne wyprzedza innych „wirtuozów” futbolu, jest prawdziwym koryfeuszem piłkarskiego abecadła. Geniusz „sensu stricto” przywrócił piłce należne jej piękno, tchnął nowego ducha w przeżartą komercją dyscyplinę sportu. Sprawił, iż na nowo serce wygrywa skoczną nutę, rozpływając się w metafizycznej kompozycji piłkarskiego dyrygenta. W komparycji z tak eksponowanym Cristiano Ronaldo, przebija przez osobę Messiego - odartą ze zbędnego blichtru - skromność i prostota. Piłkarz Barcelony na boisku jest jak rara avis – rzadki ptak, który trzepocąc skrzydłami gotuje się do startu i w swym samotnym locie – dryblingu z piłką - jest ucieleśnieniem wszelkich miraży każdego kibica. Swą maestrią zadaje kłam niedowiarkom, że tak po prostu, zwyczajnie, można kochać piłkę. Schowajmy parweniuszy pokroju Beckhama i Ronaldo głęboko do szuflady. Całe to guano gwiazdozbioru piłkarzyków pachnie ładniej, gdy po boisku biegają piłkarze pokroju Messiego. Prawdziwi piłkarze. Retorycznym wydaje się być pytanie, czy cierpiący w dzieciństwie na karłowatość Argentyńczyk, miałby szansę zaistnieć na naszym krajowym podwórku. Polski archetyp piłkarza-gladiatora nie licuje z mikrą posturą gwiazdora Barcy. Na wstępnym etapie selekcji przez – tu eufemizm- „trenerów” –  pewnie odpadłby w przedbiegach z bardziej wyrośniętymi rówieśnikami. W finalnym efekcie takich kryteriów rekrutacji, rządzą w naszej kadrze zastępy Drewnopulosów  i Drewnologwów. Ale to już inna historia.


Sergiej Kriwiec został piłkarzem Lecha Poznań. Żadna tam sensacja. Wiadomo, że Białoruś to nie kraina mlekiem i miodem płynąca, więc Polska w oczach poddanego Łukaszenki jawi się jako ziemia obiecana. Suma transferu także nie powala na kolana – 300 tysięcy euro. Tyle w szanujących się klubach przeznaczają na waciki. To uwypukla zasadniczą dystynkcję i przepaść dzielącą nas od reszty Europy. Teoretycznie żelazna kurtyna dawno już opadła, ale my nadal pozostajemy ubogim krewnym państw zachodnich. I pomyśleć, że gdyby nie Jałta, Leo Messi mógłby biegać po polskich boiskach. A tak biega, niejaki Kriwiec. Na bezrybiu dobre i to…


Ibi patria, ubi bene. Tam ojczyzna, gdzie jest dobrze. Taka to myśl przyświecała niewątpliwie Danowi Petrescu, gdy porzucił posadę trenera Unirei Urziceni. Petrescu prowadził rumuńską drużynę od jesieni 2006 roku. Trzy lata pracy zaowocowały awansem do finału Pucharu Rumunii w 2008 roku, mistrzostwem kraju w sezonie 2008/09 i udanym debiutem w Lidze Mistrzów. Rumuni do ostatniej kolejki walczyli o awans do 1/8 finału Ligi Mistrzów. Ostatecznie zajęli w grupie G trzecie miejsce i zagrają w 1/16 finału Ligi Europejskiej z Liverpoolem. Ale nie pod wodzą Petrescu, którego swego czasu potraktował nahajem i przegnał z krakowskiej Wisły Bogusław Cupiał. A może warto było zaufać Rumunowi i dziś pod Wawelem zagościłaby wymarzona Liga Mistrzów? A tak były zawodnik Chelsea będzie prawdopodobnie budował potęgę Kubania Krasnodar. Oczywiście nie za frytki , tylko 1,5 mln euro pensji. Kasa, misiu, kasa!


Wielce znużony świątecznymi przygotowaniami sięgnąłem po lekturę sportowej prasy. W „Przeglądzie Sportowym” przeczytałem wywiad  z Patrykiem Małeckim. I stwierdziłem, że ten chłopak ma jaja! Nie peroruje nabzdyczonym, chełpliwym tonem trącającym idiolatrią. Mówi ostro, dobitnie, ale bez zbędnej hiperbolizacji. Nie opowiada bajek o grze na giełdzie, wytrawnych winach, markowych ciuchach i szybkich autach. Za to otwarcie wyraża zamiłowanie do muzyki disco polo. I bardzo dobrze! Rdza niszczy żelazo, a kłamstwo duszę. Należy docenić szczerość i prostolinijność Patryka w zmaterializowanym świecie, gdzie menadżerowie kreują image swoim piłkarzom. Patryk Małecki niech zapisze się na kartach historii jako wybitny piłkarz, a nie celebryta z pierwszych stron tabloidów.


Z innej beczki. Zajrzałem do „Piłki Nożnej” i… osłupiałem. Asumptem mojej konfuzji stały się słowa Jana Urbana, szkoleniowca Legii Warszawa. Rzekomo padły one w czasie uroczystego bankietu i tylko znaczną ilością spożytych trunków można tłumaczyć owo delirium tremens  trenera. Znajdujący się w hurraoptymistycznym nastroju Urban wyrażał zadowolenie ze skromnej, ligowej porażki 0:1 w Wodzisławiu eksplikując, iż w ubiegłym sezonie było przecież 2:0 dla Odry. Rzeczywiście, postęp jest kolosalny! Aż dziw, że piłkarze nie otrzymali dodatkowych premii. Ponadto trener stwierdził: „Nie napinam się nadmiernie ani nie stawiam sprawy w ten sposób, że my coś musimy. My nieustannie możemy”. Hm, po dogłębnej analizie owych słów dochodzę do konstatacji, iż trener Urban jest kandydatem na trenera Odry. Tam rzeczywiście mogą, a nie muszą. Legia – zachowując należne proporcje – to polski Real Madryt. A tam zawsze trzeba. Chyba, że nastąpiło qui pro quo i na gali pojawił się Jerzy, a nie Jan Urban. Wtedy wszystko jest możliwe.


A na deser prezent dla szanownego, PZPN-owskiego establishmentu, Sonet 66 Williama Szekspira, tak pod rozwagę:

 

W śmierć jak w sen odejść pragnę, znużony tym wszystkim:
Tym, jak rzadko zasługę nagradza zapłata,
Jak miernota się stroi i raduje zyskiem,
Jak czystą ufność krzywdzi wiarołomstwo świata,
Jak hańba blask honoru rychło brudem maże,
Jak żądza na złą drogę dziewiczość sprowadza,
Jak zacność bezskutecznie odpiera potwarze,
Jak moc pospólną trwoni nieudolna władza,
Jak sztuce zatykają usta jej wrogowie,
Jak naukę w pacht biorą ignorantów stada,
Jak prostą prawdomówność głupotą się zowie,
Jak dobro złu na sługę najwyżej się nada.


Znużony - odejść pragnę; lecz chęć w sobie dławię:
Jeśli umrę, sam na sam z światem cię zostawię
.

 

Autor: Waldemar Baranowski


Źródło: Sport24.pl
Wyświetleń: 1151
Arboleda zostanie w Poznaniu? Następny »

Bros Dodał/a: Bros
Napisał/a 662 artykułów
Aktualna ocena: 5
kliknij aby ocenić
 
Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy, Twój może być pierwszy.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
Komentuj
Login:
E-mail: (opcjonalnie)
Kod z obrazka:
Oceń:
Polityka prywatności Regulamin Reklama Dołącz do nas Kanały rss Kontakt FAQ
Sport24.pl   2007-2012   Wszelkie prawa zastrzeżone
0.6547 -
Firma w holdingu PMPG