Kazimierz Deyna – geniusz

Felieton
SPORT24.PL
Piłkarz wszech czasów w Polsce. Przez lata boiskowy mózg Legii Warszawa i reprezentacji. Architekt największych sukcesów w historii polskiego futbolu.
Kazimierz Deyna trafił do Warszawy w 1966 roku. Miał wtedy zaledwie 19 lat. Już wówczas wielu widziało w nim przyszłą gwiazdę reprezentacji. Grając w ŁKS, ukrywał się przed patrolami Wojskowej Służby Wewnętrznej, które przypominały o konieczności odbycia służby wojskowej. Miał ją odbyć występując w Legii.
Wezwanie do stolicy, ówcześnie najlepszego piłkarza ŁKS, wywołało strajk łódzkich włókniarek. Protest był na tyle słyszalny, że konieczna była interwencja I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPN – Michaliny Tatarkówny – Majkowskiej. Doszło do rozmów z generałem Zygmuntem Huszczą, prezesem Legii. W rezultacie, wojsko zrezygnowało z powołania dwóch kolejnych piłkarzy ŁKS, zostawiając tylko Deynę. Włókniarki powróciły do pracy.
Pod koniec lat sześćdziesiątych, Deyna stał się objawieniem na Łazienkowskiej. Z czasem kibice przychodzili już nie tylko „na Legię”, ale również „na Deynę”. Po latach dominacji klubów ze Śląska, w 1969 roku Legia zdobyła tytuł mistrzowski, przy znacznym udziale „Kazika”.
Deyna zasłynął z nowatorskiego sposobu wykonywania rzutów wolnych. Jako pierwszy w Polsce podkręcał piłkę w taki sposób, że ta omijając mur, wpadała do siatki. Nie imponował szybkością, słabo grał głową, ale miał świetny przegląd pola i kapitalny drybling. Doskonały balans ciałem i świetny strzał z dystansu sprawiły, że obecność Deyny w okolicach pola karnego rywali oznaczała olbrzymie zagrożenie.
Dał się poznać Europie już w wieku 22 lat, dzięki konfrontacjom Legii z Saint Etienne. Francuscy dziennikarze pełni podziwu dla umiejętności Deyny nadali mu przydomek – Generał.
Złoty medal na igrzyskach olimpijskich w Monachium, był tylko namiastką tego, co wydarzyło się dwa lata później na mundialu w 1974 roku. Cały świat z podziwem patrzył wówczas na Latę, Gadochę, Tomaszewskiego i Deynę. Niemieccy dziennikarze napisali, że Deyna pociąga za sznurki, na których jak kukiełki w teatrzyku ma uczepionych – Latę, Szarmacha i Gadochę. Świetny występ na mistrzostwach świata zaowocował trzecim miejscem w plebiscycie France Football. Deynę wyprzedzili jedynie Johan Cruyff i Franz Beckenbauer.
Po sukcesie na mundialu w drużynie coś się wypaliło. Zawodnicy coraz częściej myśleli o pieniądzach. Występ z białym orłem przestał być największym możliwym zaszczytem. Srebrny medal na kolejnych igrzyskach olimpijskich w Montrealu w 1976 roku, uznano za porażkę. Z reprezentacją pożegnał się Kazimierz Górski.
Jego następcą został Jacek Gmoch, który objął kadrę w trudnym momencie – na kilka tygodni przed pierwszym meczem w eliminacjach mistrzostw świata. Do historii przeszedł mecz z Portugalią na Stadionie Śląskim. To wtedy decydowały się losy awansu Polaków na mundial. Padł remis 1:1, a Deyna zdobył niesamowitą bramkę – strzałem bezpośrednio z rzutu rożnego. Jednak część publiczności wygwizdała go, tylko dlatego, że był zawodnikiem Legii.
Mistrzostwa świata w Argentynie podważyły pozycję Deyny. To właśnie w Ameryce Południowej doszło do ostrej sprzeczki między Deyną a Bońkiem. W meczu z gospodarzami, kiedy Deyna miał strzelać karnego, Zibi spytał go, czy wytrzyma presję. W tej sytuacji „Kaka” nie mógł okazać słabości względem młodszego. Podszedł do piłki i strzelił tak, jak na poprzednim mundialu w meczu z Jugosławią. Wtedy Enver Marić nie zdołał interweniować, teraz Ubaldo Fillol obronił jego strzał. Polska przegrała 0:2, a część kibiców oskarżyła piłkarzy o sprzedaż meczu Argentyńczykom. Próbowano nawet wybić szyby w mieszkaniu Deynów, na szóstym piętrze w mieszkaniu na rogu ulic Świętokrzyskiej i Emilii Plater.
W latach siedemdziesiątych, Deyna miał w światowej piłce pozycję podobną do dzisiejszych geniuszy środka pola – Iniesty czy Xaviego. Pytało o niego wiele zachodnich klubów na czele z Realem, Milanem, czy Interem. Wyjazd na Zachód byłe jednak wówczas niemożliwy.
Kilka miesięcy po mistrzostwach w Argentynie, Deyna wystąpił w „reprezentacji świata” w spotkaniu z ówcześnie najbogatszym klubem świata – Cosmosem Nowy Jork. Po meczu zaproponowano mu występy w jednej drużynie z Cruyffem, Beckenbauerem czy Rivelino. Deyna musiał jednak odmówić, ponieważ był już po słowie z Manchesterem City.
Manchester zapłacił za niego 100 tysięcy funtów, dał Legii komplet sprzętu do gry, a także zobowiązał się do rozegrania dwóch spotkań towarzyskich. Polak był drugim, po Ivanie Golacu, piłkarzem z Europy wschodniej w Premier League. Anglia to nie był jednak dobry wybór. Wymagano od niego walki wręcz z rosłymi obrońcami. Deyna narzekał, że partnerzy nie rozumieją jego intencji na boisku. Artysta futbolu nie pasował do nad wyraz fizycznego stylu gry.
Problemy z regularnymi występami, brak znajomości języka sprawiły, że Deyna zaczął pić. Za jazdę po pijanemu policja zabrała mu prawo jazdy. Przeniósł się do San Diego Sockers, gdzie również nie miał szczęścia – jego menedżer, Ted Miodoński zdefraudował kilkaset tysięcy dolarów oszczędności Deynów. Od tego czasu piłkarz coraz częściej sięgał po alkohol, gorzej układało mu się w życiu prywatnym, tracił pieniądze w kasynach. Nie miał pomysłu na życie. Nie chciał wrócić do Polski – było mu wstyd, że dziesięć lat grając na Zachodzie, niczego się nie dorobił.
Zginął w nocy, 1 września 1989 roku, na autostradzie w pobliżu San Diego. Uderzył w stojącą na poboczu ciężarówkę. Policja stwierdziła, że Deyna znajdował się pod wpływem alkoholu. Pogrzeb zorganizowała żona Mariola, z którą od kilku tygodni był w separacji. W uroczystości uczestniczyło około stu osób, z Polski nie przyjechał nikt…
Kazimierz Deyna spoczywa na cmentarzu El Camimo Memorial Park w San Diego.
Autor: Bartek Fabiański
Źródło: Sport24.pl
Wyświetleń: 1427










Blipnij








