Piłka Nożna Sport24.pl » Piłka Nożna » Aktualności
A A A Drukuj Kanały RSS

MISTRZOSTWA ŚWIATA W RPA2010

2010/06/24 16:18
MISTRZOSTWA ŚWIATA W RPA2010
Felieton
SPORT24.PL

Poszukujący subtelnego aromatu i wyrafinowanego smaku kibic może doświadczyć lekkiego uczucia dysonansu, gdyż odbywające się w RPA „Mistrzostwa Piłki Kopanej” dość szybko odarte zostały ze sfery sacrum, wkraczając na salony zwykłego profanum, a nawet profanacji.

Na pierwszy plan wysuwa się kwestia parytetów. Temat dość modny, ale w tym przypadku ujęty w kontekście globalnym w relacji do kontynentów. Sepp Blatter, Prezydent FIFA, wykonał głęboki ukłon w stronę Czarnego Lądu, skądinąd wielce mu przychylnego. Wszak Szwajcar uzyskał inwestyturę przy dużym wsparciu ze strony tamtejszych federacji, do tego kolejne wybory już za rok. Abstrahując od spiskowej teorii dziejów, działaczom FIFA przyświecała zacna idea niesienia kaganka oświaty ciemiężonym narodom Afryki. W teorii myśl zaiste światła, w praktyce efekt finalny daleki jest od oczekiwanego. RPA nie zalicza się do kręgu państw, w których można zarzucić kotwicę spokojnej przystani. Johannesburg – największe miasto goszczące uczestników Mistrzostw Świata – to jedno z najniebezpieczniejszych miejsc świata. Liczba gwałtów, kradzieży i rozbojów oscyluje powyżej średnich światowych wskaźników. Rzeczowi i kompetentni są w tejże materii dziennikarze z Hiszpanii, Portugalii, Chin, a także reprezentanci Urugwaju, którzy mieli tą „przyjemność” zasmakować w urokach gościnności autochtonów. Na działania miejscowej policji lepiej nie liczyć. Hasło „RPA by night” z wiadomych względów nie jest w dobrym tonie, chyba że ktoś ma nieodpartą potrzebę „mocnych wrażeń”. Te akurat są gwarantowane. Bezapelacyjnie i do samego końca.

Mroczny przedmiot abominacji szanującego się fanatyka z Europy stanowi oręż, jaki dzierży w dłoniach każdy przedstawiciel afrykańskiego lądu. Wuwuzele – bo o nich mowa – to urządzenia, których brzmienie budzi najbardziej dzikie instynkty i powoduje, że idea kolonizacji na moment ożywa. Ów „patent” onegdaj czas temu próbowano zaadoptować do polskich warunków, gdy kakofonia dźwięków inkrustowała poczynania naszej „husarii”. Jednakże vox populi w swej duplice na takowe dictum, explicite zobrazował barometr nastrojów polskich kibiców: „zakaz trąbienia” to najbardziej „kwieciste” w szerokiej palecie haseł obywatelskiego sprzeciwu. W ten oto sposób teoria Samuela Huntingtona o „zderzeniu cywilizacji” znalazła swój wyraz w trakcie mundialu w RPA. Kultura kibicowania w cywilizacji zachodniej jest w znacznej rozbieżności w relacji do afrykańskiej i proces akulturacji poniekąd stanowi sferę miraży. Mecz piłki nożnej to czas, gdy piłkarze grają, a fani wspierają ich głośnym dopingiem w mniej lub bardziej parlamentarny sposób. Piłka nożna to emocje, adrenalina, które znajdują swój wyraz w mocnym pobrzmiewaniu barytonów i basów. Ozdobne witraże, jakie tworzy doping kibiców stanowią essentialia negotii widowiska sportowego, nadają mu metafizyczny charakter i przekuwają z pozycji sztampy w sui generis – wyjątkowe, jedyne w swoim rodzaju. Atmosfera na trybunach to element, który decyduje o atrakcyjności spotkania i zachęca do kolejnego przyjścia na stadion. Nieraz dało słyszeć się głosy, iż o zostaniu kibicem danej drużyny decydowała otoczka spotkania. Nie wyobrażam sobie, by po latach ktoś wspominał, iż do pójścia na mecz przekonał go dźwięk wuwuzeli. W domowym zaciszu można posłuchać wysublimowanych dźwięków Tomasza Stańki, ale w trakcie futbolowego spektaklu obowiązuje głośny, wydobywający się z gardeł doping. W czasie obecnych Mistrzostw pozostają nam stopery lub też bardziej wyrafinowane sposoby tłumienia brzmienia trąbek.

Poziom obecnych Mistrzostw jest daleki od oczekiwanego i stawia obecny mundial w szeregu najnudniejszych rozgrywek w historii. Zespoły afrykańskie masowo odpadają już po pierwszej rundzie, co pod znakiem zapytania stawia i tak dość przeciętną frekwencję, zwłaszcza w kontekście pożegnania się z mundialem zespołu gospodarzy. Spotkania na wysokim poziomie można policzyć na palcach jednej ręki. Piłkarze popełniają futbolowe lapsusy, które nie powinny mieć miejsca w tego typu imprezach (vide: Robert Green, bramkarz(?) Anglii). Bohaterowie są zmęczeni. Widać to zwłaszcza po aktualnym (jeszcze!!) mistrzu i wicemistrzu świata. Zespół Włoch skompromitował się w swych dwóch pierwszych występach. O Ile remis z Paragwajem mieści się w granicach dobrego smaku, tak identyczny rezultat z Nową Zelandią powoduje, iż Azzurri będą musieli nawinąć sporą ilość makaronu na uszy, aby kibice nie uwierzyli w to, czego byli świadkami. Zresztą spotkanie to jest symptomatyczne i daje ogląd pełnego krajobrazu turnieju w RPA. Do słabej dyspozycji piłkarzy dochodzi także kwestia sędziowania. W spotkaniu Włochów z Nową Zelandią obie bramki padły w kontrowersyjnych okolicznościach, podobnie jak gol Argentyny z Nigerią, bramka Brazylii w spotkaniu z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Dochodzą do tego niepodyktowane karne w innych spotkaniach, czy nie uznane gole, jak ten ze spotkania USA - Słowenia, który odebrał cenne 2 punkty podopiecznym Boba Bradley’a. Grzechami arbitrów można by obdzielić kilka tego typu imprez.

Osobny temat to postawa Francji. „Cyrk Domenecha” nie dość, że zdeprecjonował ideę fair play w meczu barażowym z Irlandią, to swym kabaretowym repertuarem w trakcie Mistrzostw Świata w RPA wzbudzał uśmiech politowania, sprowadzając piłkarzy Les Bleus do roli „ektoplazmy”. Animozje i kłótnie pomiędzy kadrowiczami były częstszym tematem prasowych doniesień, niż gra na boisku – a raczej nieudolne symulowanie czegoś podobnego do futbolu. Po przegranej z drużyną RPA zawodnicy Francji mogą pakować walizki i dołączyć do wyrzuconego z kadry Nicolasa Anelki, który ze względu na intelektualną impotencję przedwcześnie opuścił afrykański kontynent. Franck Ribery, który miał być jedną z gwiazd odbywającej się imprezy i kołem zamachowym poczynań Francuzów, może już bez przeszkód oddać się swojej największej pasji, jaką jest zabawa z pannami o powierzchowności przyjemnej i obyczajach łatwych. A Domenech? Cóż, znane było powiedzenie byłego premiera Francji, Georgesa Clemenceau, porównujące dwóch polityków francuskich: ”Poincare wie wszystko, ale nic nie rozumie, a Briand nie wie nic, ale rozumie wszystko”. Trawestując te słowa można powiedzieć, iż Raymond Domenech nie wie nic i nic nie rozumie. Może szklana kula i gwiazdy, nieodzowne atrybuty byłego już selekcjonera, odpowiedzą mu na temat jego dalszej trenerskiej przyszłości.

Ale co tam, mimo wszystko niech żywi nie tracą nadziei. Mistrzostwa Świata wciąż trwają!

Autor: Waldemar Baranowski

Źródło: Sport24.pl
Wyświetleń: 1401
Arboleda zostanie w Poznaniu? Następny »

Bros Dodał/a: Bros
Napisał/a 662 artykułów
Aktualna ocena: 5
kliknij aby ocenić
 
Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy, Twój może być pierwszy.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
Komentuj
Login:
E-mail: (opcjonalnie)
Kod z obrazka:
Oceń:
Polityka prywatności Regulamin Reklama Dołącz do nas Kanały rss Kontakt FAQ
Sport24.pl   2007-2012   Wszelkie prawa zastrzeżone
0.9491 -
Firma w holdingu PMPG