Mundial czyli kasa

Felieton
SPORT24.PL
Finały mistrzostw świata to swoista maszynka do zarabiania olbrzymich pieniędzy dla ... FIFA.
Szacuje się, że przychody z mundialu w RPA wyniosą blisko 3,3 miliarda dolarów. Odliczając 1,2 miliarda kosztów organizacji imprezy, FIFA zainkasuje około 2 miliardów na "bieżącą działalność". Gospodarz turnieju może liczyć na uznanie świata i kolosalne długi, które będą spłacać kolejne pokolenia. RPA wydało na mundial 4,1 miliarda dolarów, a może nawet znacznie więcej. Wydatki stanowiły 6,4 procent PKB kraju, zysk to około pół procenta...
A to wszystko przez umowę zawieraną między FIFA a organizatorami mundialu. Jest ona gwarancją dla federacji i jej sponsorów obejmującą 17 płaszczyzn - od abolicji podatkowej do monopolu na sprzedaż gadżetów z logo mistrzostw. W ramach "porozumienia" najbardziej atrakcyjne miejsca handlowe i turystyczne są przeznaczone dla FIFA. Każdy kto próbowałby reklamować firmę spoza listy oficjalnych sponsorów, spotka się z interwencją policji. Najlepszym przykładem jest głośna sprawa grupy Holenderek, które pojawiły się na meczu w strojach z logo holenderskiego browaru. Reakcja służb była natychmiastowa, a panie trafiły nawet do aresztu. Takim zasadom hołduje międzynarodowa federacja i dobrze na tym wychodzi.
Na czele prężnie funkcjonującej maszyny od 1998 roku stoi Joseph Blatter. Poprzednikiem Szwajcara był Joao Havelange, który spędził na stanowisku aż 25 lat! Rozszerzając finały mistrzostw świata do 32 drużyn, uczynił z nich globalny event. W kuluarach było jednak głośno o tajnych kontach działaczy FIFA, na które trafiały olbrzymie niezaksięgowane sumy ze sprzedaży praw telewizyjnych. Blatter za cel postawił sobie kontynuację misji Havelange. Sprawił, że futbol to dziś maszynka do robienia pieniędzy. Brak doświadczenia w profesjonalnej piłce, nadrobił wiedzą ekonomiczną i smykałką do robienia "złotych" interesów. W wywiadzie dla "The Guardian" przyznał, że w młodości grywał jako napastnik. Jednak na podpisanie profesjonalnego kontraktu nie zgodził się ojciec. Pomysł organizacji mundialu w Afryce był podobno jednym z tematów jego kampanii wyborczej w 1998 roku. W zamian oczekiwał wyborczego poparcia krajów Czarnego Lądu. Tuż po wyborze huczało od plotek o korupcyjnych propozycjach Blattera w kampanii. W 2002 roku szef somalijskiej federacji ujawnił, że w zamian za głos miał otrzymać 100 tysięcy dolarów. Wybuchł skandal, który prezydent nazwał "hotelowymi spotkaniami", a pieniądze miały być przeznaczone na budowę boisk w biedniejszych krajach.
FIFA stanęła na finansowej krawędzi w 2001 roku, wraz z bankructwem firmy marketingowej ISL sprzedającej prawa telewizyjne. Straty mogły sięgnąć nawet 100 milionów dolarów. Paradoksalnie firmę do sadu podała FIFA, domagając się wpłaty zaległych 50 milionów dolarów. Śledztwo wykazało, że w latach 90. firma wydała na łapówki blisko 100 milionów dolarów. Żaden z oskarżonych nie został jednak skazany - ówcześnie łapówka w szwajcarskim prawie nie była przestępstwem. Jedyne nazwisko, które wyciekło do prasy to szef południowoamerykańskiej konfederacji futbolowej - Nicolas Loez. Mimo podejrzeń o korupcję nadal stoi na czele federacji... Historia miała dalszy ciąg. Kolejny proces wytoczył likwidator firmy. Pracownicy ISL pod groźbą więzienia mieli ujawnić sądowi nazwiska skorumpowanych działaczy. O sprawności zakulisowych działań FIFA niech świadczy fakt, że likwidator wycofał oskarżenie. Podobno w zamian otrzymał 9 milionów euro. Kryzys finansowy federacji zakończył się po mundialu w Niemczech w 2006 roku głównie za sprawą gigantycznych wpływów od sponsorów.
Blatter stara się ocieplać wizerunek. Regularnie prowadzi kampanie na rzecz biednych dzieci, walki z rasizmem, mówi o ograniczeniu zarobków piłkarzy. Szczególnie ta ostatnia kwestia brzmi w jego ustach groteskowo - FIFA to organizacja non profit. Z tego tytułu nie płaci podatków, ukrywając jednocześnie olbrzymie dochody działaczy i bajońskie sumy ze sprzedaży praw telewizyjnych i marketingowych. Sam Blatter mówi, że zarabia milion dolarów rocznie plus zwrot kosztów podróży. Na każdy dzień w delegacji prezydentowi przysługuje 500 dolarów. Narzekanie na komercję, która zjada futbol jest więc z jego strony nie na miejscu.
Jedną z najistotniejszych spraw jest dla FIFA "niezależność sportu od polityki". Dlatego każda rządowa interwencja w krajowy związek piłkarski grozi wykluczeniem państwa z rozgrywek międzynarodowych. Przed takim wyborem stanął właśnie prezydent Nigerii, który zawiesił reprezentację na dwa lata. Chce w ten sposób oczyścić i uzdrowić nigeryjski futbol. W zamian otrzymał jedynie groźby wykluczenia z FIFA. Podobnie jak francuski rząd, który chciał powołać specjalną komisję wyjaśniającą katastrofę "Trójkolorowych" na mundialu. Właśnie dlatego od lat trwa status quo.
Autor: Bartek Fabiański
Źródło: Sport24.pl
Wyświetleń: 1293










Blipnij








