Piłka Nożna Sport24.pl » Piłka Nożna » Aktualności
A A A Drukuj Kanały RSS

Vicente del Bosque - dla piłkarzy El Tio

2010/07/19 19:22
Vicente del Bosque - dla piłkarzy El Tio
Felieton
SPORT24.PL

Wielu mówiło, że w drużynie przejętej po Luisie Aragonesie można tylko coś zepsuć. Vicente del Bosque poprowadził ją do mistrzostwa świata. Świadectwem jego ciężkiej pracy jest nie tylko sukces w RPA, ale również kilkunastu młodych piłkarzy, którzy zadebiutowali w kadrze. Gerard Pique, Fernando Llorente, Juan Mata, Jesus Navas, czy Bojan Krkić - to zawodnicy, którzy będą stanowić o sile Hiszpanów przez lata.

Del Bosque objął kadrę po mistrzowskim dla Hiszpanów Euro 2008. Zatrudnił go dyrektor sportowy federacji hiszpańskiej - Fernando Hierro. To właśnie były kapitan Realu Madryt był uważany za najbardziej zaufanego piłkarza del Bosque, kiedy ten prowadził "Los Blancos". Trener zawsze liczył się ze zdaniem zawodnika. Właśnie Hierro wspólnie z del Bosque przekonali Florentino Pereza, żeby nie sprzedawać Fernando Morientesa. Gdy w 2003 roku został zwolniony z Realu, Hierro namówił kolegów by solidaryzując się z trenerem nie celebrować zdobytego mistrzostwa Hiszpanii. Piłkarze zrobili tylko jedną rundę honorową, po czym udali się do szatni. Dodatkowo na uroczystej kolacji pojawili się bez rodzin. Vicente del Bosque znakomicie zna się również z prezesem federacji - Angelem Marią Villarem. Obaj zakładali związek zawodowy hiszpańskich piłkarzy. Wielu kibiców Barcelony i Atletico Madryt obawiało się, że w reprezentacji zabraknie piłkarzy z tych klubów. Wszystko przez wywiad w "Marce" z 2003 roku. Trener powiedział wówczas, że są tylko dwa kluby, których oferty nigdy nie przyjmie - Barcelona i Atletico. Będąc selekcjonerem udowodnił, że te obawy były bezpodstawne. Trzon obecnej kadry to zawodnicy Barcelony, a reprezentacja gra jak Barcelona.

 

Tragiczne doświadczenia, które przyniósł mu los sprawiły, że na wszystko potrafi spojrzeć z dystansem. Przyszedł na świat w Salamance w 1950 roku. Wychowywał się w dzielnicy Garrido, sąsiadującej z linią kolejową. Ojciec Fermino był kolejarzem. Podobnie jak dziadek mocno angażował się w ruch lewicowy, co w czasach rządów generała Franco oznaczało represje i aresztowania. To właśnie ojciec zaraził swoich synów miłością do UD Salamanca. Od małego zabierał ich na Estadio Helmantico.  Vicente zresztą do dzić regularnie opłaca składki socio. Po śmierci ojca, sprowadził do Madrytu matkę, która mieszkała z nim do końca życia - przez sześć lat. Jego starszy brat zmarł na raka, mając 46 lat. 21 - letni syn del Bosque - Alvaro - urodził się z zespołem Downa. Wszystko to sprawia, że del Bosque nie epatuje przesadną radością po wygranych ani też smutkiem po porażkach.

 

Vicente zawsze przynosił ze szkoły dobre oceny, dlatego rodzice pozwalali mu godzinami biegać za piłką. Ich marzeniem było wykształcić go na inżyniera. Jeszcze jako szesnastolatek nie trenował w żadnej profesjonalnej drużynie. Trenerzy UD Salamanca wypatrzyli go na turnieju międzyszkolnym, na którym został królem strzelców. Po dwóch latach trafił do Realu Madryt. Polecił go znany skaut Królewskich - Antonio Martino. W latach 60. i 70. słynny był jego seat 600, którym przemierzał tysiące kilometrów w poszukiwaniu talentów na miarę Realu. Zanim del Bosque trafił do pierwszego zespołu wypożyczano go do CD Castellon i Cordoba FC. Debiut w "Los Blancos" to 9 września 1973 roku i mecz z Granadą. Del Bosque pojawił się na placu na ostatnie pół godziny. Znakiem rozpoznawczym "El Tio" są wąsy. Bujny zarost przysporzył mu sporo kłopotów po przyjściu do Realu. Legendarny prezes - Santiago Bernabeu - nie lubił ówczesnej mody i nie chciał mieć w zespole piłkarzy wyglądających na hipisów. Za zawodnikiem wstawił się trener Luis Molowny. Po kilku znakomitych meczach del Bosque, prezes odpuścił. W sumie rozegrał ponad 300 meczy ligowych, zdobywając z Realem pięć tytułów mistrza Hiszpanii. Kontuzje przeszkodziły mu w karierze reprezentacyjnej. Z powodu urazu dwukrotnie nie pojechał na mistrzostwa świata. Bilans w kadrze to 18 meczy i jeden gol.

 

Od zawsze ciągnęło go do trenerki. Odpowiednie uprawnienia zaczął zdobywać jeszcze jako czynny piłkarz i już siedem lat po zakończeniu kariery został drugim trenerem rezerw Realu. Przez lata był dyrektorem szkółki piłkarskiej Królewskich, skąd trzykrotnie powoływano go na stanowisko pierwszego trenera. Zastępował Benito Floro, Jorge Valdano i Johna Toshacka, który nie radził sobie z charakternym Nicolasem Anelką. I to właśnie trzecia przygoda okazała się najdłuższą i obfitującą w sukcesy. Przez cztery lata del Bosque zdobył z Realem dwa mistrzostwa Hiszpanii i dwa Puchary Mistrzów. Przegrał pamiętny finał Copa del Rey z Deportivo La Coruna, rozgrywany w dniu stulecia Realu. W 2003 roku Florentino Perez i Jorge Valdano, zazdrośni o miłość kibiców do trenera, zwolnili del Bosque. Piłkarze wstawili się za szkoleniowcem nie celebrując mistrzostwa Hiszpanii, a wzburzonych decyzją kibiców o czwartej nad ranem o rozejście prosił sam Perez. Tak skończyła się piękna karta zapisana w Realu Madryt, w którym del Bosque pracował 34 lata. Oprócz Santiago Bernabeu nikt nie pracował w klubie bez przerwy przez tyle lat. Po zwolnieniu postanowił spróbować sił w Besiktasie, w którym wytrzymał zaledwie rok.

 

Zdobywając mistrzostwo świata z reprezentacją Hiszpanii znów jest na piłkarskim szczycie. Jednak del Bosque zawsze podkreśla zasługi swoich piłkarzy, nieco pomniejszając swoje. Nigdy nie skrytykował prowadzonego zawodnika. Wyjątkiem jest Brazylijczyk Ronaldo, o którym powiedział - Wszyscy zawodnicy, których mam w szatni, są zjednoczeni dla dobra drużyny. Wszyscy poza jednym. Mówię o Ronaldo, który jest piłkarzem innym niż wszyscy pozostali... Dla podopiecznym jest jak wujek. Stąd jego przydomek - El Tio. Na zgrupowaniach panuje rodzinna atmosfera, a piłkarze wiedzą, że z każdym problemem mogą iść do trenera. O jego stylu pracy ciepło wypowiadają się wszyscy. Do dziś przyjaźni się z Jose Antonio Camacho, z którym wspólnie debiutował w Realu.

 

Oprócz futbolu wielką pasją del Bosque jest corrida. Od dziecka podziwiał znanego torreadora Viti. Doceniał jego spokój, powagę z jaką celebrował poskromienie byka. Żartuje, że stąd wziął się jego spokój na ławce trenerskiej.



Autor: Bartek Fabiański


Źródło: Sport24.pl
Wyświetleń: 1882
Arboleda zostanie w Poznaniu? Następny »

Bros Dodał/a: Bros
Napisał/a 662 artykułów
Aktualna ocena: 5
kliknij aby ocenić
 
Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy, Twój może być pierwszy.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
Komentuj
Login:
E-mail: (opcjonalnie)
Kod z obrazka:
Oceń:
Polityka prywatności Regulamin Reklama Dołącz do nas Kanały rss Kontakt FAQ
Sport24.pl   2007-2012   Wszelkie prawa zastrzeżone
0.6479 -
Firma w holdingu PMPG