Piłka Nożna Sport24.pl » Piłka Nożna » Aktualności
A A A Drukuj Kanały RSS

Woźniak: Musimy poprawić dużo rzeczy

2012/02/09 20:02
Woźniak: Musimy poprawić dużo rzeczy
Lubin
Sport24.pl

Przedstawiamy Państwu wywiad z Arkadiuszem Woźniakiem - młodym i utalentowanym pomocnikiem Zagłębia Lubin, który opowiedział nam o swoich odczuciach związanych ze zgrupowaniem reprezentacji Polski oraz o sytuacji "Miedziowych" w lidze. Zapraszamy do lektury!

Wróciliście właśnie ze zgrupowania w Turcji. Czy mógłby Pan porównać ten obóz przygotowawczy, z tym w Grodzisku Wielkopolskim?

- W Turcji mieliśmy na pewno lepsze warunki do trenowania niż w Polsce, u nas było – 20 stopni, a tam 10 stopni na plusie. W Turcji byliśmy osiem dni nie licząc podróży. Zagraliśmy trzy sparingi. Myślę, że nie było tam tak ciężkiej pracy jak w Grodzisku, bardziej chodziło o zagranie sparingów i nabranie świeżości.

Przed startem sezonu, wielu kibiców i ekspertów, upatrywało w Zagłębiu "czarnego konia" rozgrywek. Liga jednak brutalnie zweryfikowała te opinie. Co Pana zdaniem przyczyniło się do fatalnej rundy jesiennej w wykonaniu Miedziowych i co przede wszystkim trzeba poprawić?

- Na pewno musimy poprawić dużo rzeczy - przede wszystkim operowanie piłką, ponieważ oddawaliśmy pole gry rywalom. W pierwszych meczach chcieliśmy grać z kontrataku, ale nie wychodziło nam to za dobrze, nie strzelaliśmy bramek. Odkąd zaczęliśmy wychodzić wyżej pressingiem zdobywaliśmy punkty i przynosiło to efekty. Brakowało mi jeszcze ustabilizowania formy. Wygraliśmy z Koroną Kielce a zaraz przychodziły kolejne mecze, graliśmy źle i przegrywaliśmy. Każdy chciał dwóch, trzech dobrych wyników i żeby dobra passa trwała dalej, a u nas tego nie było. To był chyba największy nasz problem.

Zaczynacie z wysokiego C, bo spotkaniem z aktualnym mistrzem Polski, Wisłą Kraków. Trzy punkty są w zasięgu? Czy już przygotowujecie się do tego meczu?

- Przygotowujemy się, chociaż na razie o tym nie rozmawiamy, tylko skupiamy się treningu. Na pewno w szatni mówimy jak to będzie, że trzeba zagrać mądrze i możemy wykorzystać to, że będzie to pierwszy mecz a nie połowa rundy. Wiadomo, Wisła to mistrz Polski, klasowy zespół i nie możemy pozwolić im się rozkręcić.

Ostatni mecz z Lechem Poznań pokazał, że drzemie w Was spory potencjał. Wreszcie walczyliście i byliście drużyną, czego trochę brakowało podczas rundy. Czy to zapowiedź nowej jakości w rundzie wiosennej?

- Mam nadzieję, że tak, bo z przebiegu spotkania zasłużyliśmy na ten remis i w bardzo niefortunnych sytuacjach traciliśmy bramki. W minionym roku często po bardzo prostych błędach wpadały nam gole. Może właśnie ten mecz z Lechem pokazał, że drzemie w nas spory potencjał, ale trzeba pokazać to na boisku a nie mówić w wywiadach, że będziemy dobrze grać.

W trakcie rundy zmieniono szkoleniowca. Czy mógłby Pan porównać Jana Urbana i Pavla Hapala? Czym różnią się obaj trenerzy i na co zwracają uwagę?

- Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie, bo nie ja jestem od oceniania trenerów. Nie chciałbym się wdawać w takie porównania, bo można powiedzieć coś, co nie odwzorowuje realnej sytuacji.

Jaka atmosfera panuje obecnie w drużynie? Wiele słyszało się na ten temat, a jak jest naprawdę?

- To, co pisały gazety nie jest prawdą, że połowa drużyny jest skłócona, że pojawiły się jakieś afery. U nas nie było czegoś takiego, nikt nie chce robić szumu w szatni, bo to nie będzie dobre dla nikogo. Żadnych takich konfliktów nie było i nie będzie. Dla mnie nie ma rozmowy na ten temat, może ktoś chce zwyczajnie chce nas skłócić i po to wypuszcza takie plotki. Dementuję te informacje. Nic takiego nie miało miejsca.

Czy kibice inaczej Pana postrzegają? W końcu jest Pan "swój" - lubinianin z krwi i kości. Prowadził Pan nawet doping.

- No tak, utożsamiam się z kibicami, bo jestem z Lubina, kiedyś też ja chodziłem na mecze Zagłębia. Oni wciąż chodzą na nasze mecze i nas wspierają. To ważne, bo ich doping będzie nam bardzo potrzebny. Nasza gra nie rozpieszczała ich w rundzie jesiennej, ale myślę, że prawdziwi kibice będą z nami na dobre i na złe. A jak jest atmosfera na stadionie, to aż chce się grać, doping sam cię unosi na boisku. My musimy być z kibicami a oni z nami, wtedy można naprawdę wiele zrobić.

Pańska historia pokazuje, że sercem i ambicją można wiele zdziałać. Był Pan przecież wiele razy o krok, od rzucenia butów w kąt, a jednak się Pan nie poddał. Co motywowało Pana do jeszcze większej pracy i zaangażowania?

- Z tymi butami to tak nie było. Ile ja wtedy miałem lat? Jeszcze nawet butów nie miałem (śmiech), grałem w halówkach. Byłem bardzo młody, nie wiedziałem, czego tak naprawdę chcę w życiu, to była dosłownie chwila. Potem przekonałem się, że naprawdę chcę grać w piłkę, dążyłem do tego celu. Mój charakter nigdy nie pozwalał mi zadowalać się na przykład drugim miejscem, i to on ciągnie mnie w górę. Zawsze chcę być najlepszy. Do tego staram się dołożyć piłkarskie atuty. A jak czegoś jeszcze brakuje, to trochę nadrabiam też ambicją. Nie odpuszczam. Podchodzę do sprawy tak, że człowiek uczy się całe życie.

Dobra gra zaowocowała powołaniem do reprezentacji Polski. Jak wrażenia po pierwszym zgrupowaniu?

- Same pozytywy, zagrałem w meczu z Bośnią i Hercegowiną i na pewno to jest dla mnie przeżycie, bo od dziecka marzyłem, aby zagrać w reprezentacji. I moje marzenie spełniło się. Wiadomo, to był krótki epizod, ale zawsze to powołanie. Ogólnie wrażenia mam bardzo pozytywne.

Czy takie sparingi jak z Bośnią i Hercegowiną są potrzebne?

- Ktoś powiedział, że tego typu mecze są niepotrzebne. Mi się wydaje, że właśnie są potrzebne, bo trener Smuda nie będzie miał czasu np. z Włochami czy Portugalią zagrać samymi ligowcami z Polski i nie będzie miał ich okazji sprawdzić w treningu, bo trening to nie to samo, co mecz. Tu chodziło o to, aby trener wybadał tych zawodników, jak oni się poruszają na boisku, jak grają, jakie mają zachowania. To była tak naprawdę selekcja, bo z tych piłkarzy może 3-4 selekcjoner weźmie na kolejne mecze reprezentacji i Euro 2012. Ja do tego podchodzę tak, że trener dał pograć zawodnikom, którzy na ligowych boiskach prezentują się nieźle, ale jeszcze nie grają na tyle dobrze, żeby dostać powołanie na Portugalię, czy Francję. Mecz z Bośnią I Hercegowiną był więc wyróżnieniem dla nas i okazją do tego, aby pokazać się trenerowi.

Ostatnie pytanie - skąd się wziął przydomek "Wąski" ?

- Mój tata dał mi taką ksywkę, bo jego znajomy o takiej samej ksywie był bardzo podobny do mnie i tak to poszło, że zostałem „Wąskim”.

Wywiad zrealizowali: Łukasz Grzegorczyk i Karol Gac

Źródło: sport24.pl
Wyświetleń: 828
« Poprzedni T-ME: Kuriozalna sytuacja w meczu Śląska I liga: Cabaj podpisał kontrakt z Polonią! Następny »

lukas1166 Dodał/a: lukas1166
Napisał/a 1431 artykułów
Aktualna ocena: 5
kliknij aby ocenić
 
Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy, Twój może być pierwszy.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
Komentuj
Login:
E-mail: (opcjonalnie)
Kod z obrazka:
Oceń:
Polityka prywatności Regulamin Reklama Dołącz do nas Kanały rss Kontakt FAQ
Sport24.pl   2007-2012   Wszelkie prawa zastrzeżone
0.4954 -
Firma w holdingu PMPG